Prezenty z Islandii dla smakoszy

Sezon turystyczny na Islandii już trwa w najlepsze. Na ulicach widać więcej kolorowych kurtek typu softshell, goretex i jak zwał tak zwał niż lokalsów pędzących do pracy lub na wakacje w swoich teslach. Jeśli jesteście tymi szczęściarzami, którzy w tym roku odwiedzą Islandię i chcecie przywieźć coś swoim bliskim, ale nie wiecie dokładnie, co jest islandzkie, a co przypadkiem szwedzkie, czy nie dajbóg duńskie, ten wpis powinien Wam pomóc. Wiele produktów, które znajdziecie na półkach w supermarketach pochodzi bowiem z innych krajów, skandynawskich i nie tylko. Wiedzieliście, że np. czekolada Toblerone jest bardzo popularna, szczególnie w czasie Bożego Narodzenia? Robi się z niej musy, lody, serniki na zimno… Polskie ego też zostanie przyjemnie połechtane, bo złoty wafelek Prince Polo znajdziecie nawet w najmniejszym sklepiku na końcu świata. Nie rzadziej pałaszowana jest również czekolada rodzimej produkcji. Czym zatem obdarzyć swoich bliskich po powrocie z wyspy skyrem i kraftowym piwem płynącym? Będą tutaj głównie produkty, które sama przywożę rodzinie i znajomym, bo… zawsze o to proszą 😉

Sól. Wydaje mi się, że moda na sól himalajską już minęła, a jej miejsce zastąpiła godnie właśnie „kraftowa” sól morska w płatkach. I to o różnych smakach. Na sklepowych półkach znajdziecie nie tylko tę czystą, ale również wędzoną z dodatkiem islandzkiej brzozy, wszelkich ziół (jak np. arktyczny tymianek) i wodorostów. Jakby tego szaleństwa było mało, dostępna jest również sól czarna, z dodatkiem aktywnego węgla oraz sól lukrecjowa. Zdecydowanie polecam firmę Saltverk z Fiordów Zachodnich, która szczyci się tradycyjną produkcją w zrównoważony sposób. Do tego ma przyjemny dla oka design. Sól w słoiczkach kupicie głównie w sklepach z pamiątkami, niestety są one droższe niż w supermarkecie z różową świnką w logo, choć tam znajdziecie ją w kartonikach (w środku jest dodatkowo zapakowana w plastik, więc powinna przeżyć podróż). https://saltverk.com

ww.saltverk.com

Harðfiskur (suszona ryba). Wikipedia mówi po polsku o sztokfiszu, ja nigdy takiej nazwy nie słyszałam, być może dlatego, że poznałam to pojęcie będąc już na Islandii. Suszona ryba to ulubiona przekąska Islandczyków: zarówno na lekką kolację czy przekąskę w drodze. Obowiązkowo z grubą warstwą solonego masła. Choć nie jest to najtańsza zagrycha, to miłośnikom ryb sprawicie dużą radość.

Źródło zdjęcia: https://icelandicshop.is/products/urvals-hardfiskur-ysa

Dżem rabarbarowy. Ja spotkałam się z nim po raz pierwszy dopiero na Islandii. Najpierw w wersji sklepowej, później w domowej – robiony przez moją teściową. Dżem z rabarbaru jest na Islandii bardzo popularny, znajdziecie go w ciastach (np. popularnej hjónabandssæla), ale jest jedzony również jako dodatek do jagnięciny. Dowód na to, że na Islandii jednak coś rośnie. 

Rodzynki w czekoladzie. Niby nic takiego, ale to właśnie rodzynki w ciemnej czekoladzie firmy Góa skradły serce niejednej rodzinie emigranta. Dobra rada: różnica w cenie między supermarketem a sklepem bezcłowym jest niewielka, więc jeśli martwicie się o miejsce w walizce, lepiej zaopatrzyć się w nie na lotnisku. Podobnie jest z alkoholem (ten jest nawet w wolnocłówce tańszy, choć wybór dość ograniczony).

Lukrecja. Smak dla wybranych. Słodyczy z korzenia lukrecji nie musicie daleko szukać, bo są wszędzie. Od was zależy, czy wybierzecie jej delikatną wersję (np. w batonach Þristur, Sambó czy czekoladzie Omnom lakkrís og sjávarsalt), czy czarne zawijańce przekładane marcepanem, które nie wiem, jak można nazwać jedzeniem… Patrzcie uważnie na opakowania, bo niewinnie wyglądające czekoladowe kuleczki mogą w środku zawierać twarde, czarne nadzienie i gryząc nieźle się napocicie. Osobiście zaczynam się przepraszać z lukrecją właśnie w batonach Þristur, ale chyba daruję sobie dalszy etap tego romansu. Jeśli nie wiecie, czy Waszym znajomym lukrecja przypadnie do gustu, nie kupujcie czarnych jak smoła żelków, ale wybierzcie mieszankę z czekoladą. Ewentualnie kupcie jej trochę dla żartu.

Czekolada Omnom. Tak, to ta słynna marka, której produkcję odwiedził Zac Efron w programie wyprodukowanym dla Netflixa. Od tego czasu mała czekoladziarnia artisanal przekształciła się w zaspokojacza amerykańskich potrzeb na cukier. Co do tego, że Amerykanie kochają Islandię nie mam żadnych wątpliwości biorąc pod uwagę statystyki: są najliczniejszą grupą turystów praktycznie co roku. Widocznie kochają też Zaca Efrona, ale cóż mi do tego. 

Z czekoladą Omnom mam pewien konflikt. Te słodsze są dla mnie dziwnie kwaśne w smaku. Ale Tanzania 70%, kawowa, gorzka z dodatkiem musli, czy biała z ciasteczkami (ta z pandą na opakowaniu!) są absolutnie przepyszne. Najtaniej kupicie je w Bonusie (ograniczona oferta smakowa) lub w Nettó (tutaj są prawie wszystkie smaki). Możecie odwiedzić ich sklep firmowy w Reykjavíku, który, uwaga, jest jednocześnie lodziarnią. Serwuje ona bardziej desery lodowe niż lody – to prawdziwe przeżycie kulinarne, jak i wizualne dla miłośników tego typu słodkości. https://omnomchocolate.com

Czekolada Nói Síríus. Jeśli szukacie najbardziej powszechnej i ulubionej marki lokalnej, zdecydowanie będą to wyroby firmy Nói Síríus. Ich flagowymi produktami są czekolada śmietankowa oraz z karmelowym nadzieniem. Uważajcie, bo poziom ich słodkości przewyższa przyzwyczajenia polskiego podniebienia. Niemniej popularne są chrupki w czekoladzie o nazwie Kropp. W swojej ofercie mają również niemało produktów z lukrecją. 

Hraun. Po islandzku: lawa, choć pod tą nazwą kryją się również bardzo smaczne wafelki, zarówno w mlecznej, jak i deserowej czekoladzie. Znajdziecie je w formie pojedynczych batonów oraz w kartoników, idealne na spotkanie by poczęstować gości i pooglądać wspólnie zdjęcia po Waszym powrocie z Islandii. Niby zwykły wafelek z chrupiącymi kuleczkami oblany czekoladą, ale jego wygląd będzie Wam sentymentalnie przypominał lawowe pola.

Kawa. W końcu ludzie Północy piją jej chyba najwięcej na świecie. Islandzkie marki to Te&Kaffi, Kaffitár, czy Rúbín. Ta ostatnia jest wypalana w Akureyri, dość mocna i intensywna w smaku. Zawsze przywożę paczkę mojej rodzinie. Z kaw specialty najpopularniejsza palarnia to Reykjavík Roasters, która prowadzi w stolicy kilka kawiarni. Zdecydowanie polecam zaopatrzenie się w paczuszkę dla miłośników kawy, taki prezent to strzał w dziesiątkę, jak i wspaniała pamiątka, kiedy przy aromacie świeżo zapalonego naparu będziecie wspominać islandzkie sztormy. https://reykjavikroasters.is

Alkohol. Islandia pachnie nie tylko kawą. W ostatnich latach browary, mniejsze i większe, wyrastają na Islandii jak grzyby po deszczu. Z bardziej dostępnych i lubianych przez Islandczyków polecam marki Einstök, Kaldi oraz Borg Brugghús. Można je zakupić w sklepie wolnocłowym przy wyjeździe z wyspy, choć oferta jest nieco ograniczona. Ostatnio bardzo zasmakowało mi też piwo z małej browarni Segull 67 znajdującej się w Siglufjörður. 

Wódki i likierów raczej nie pijam, choć wiem, że bardzo popularne są Reyka oraz Katla, a islandzką odpowiedzią na Baileys jest Jökla – kremowy likier z dodatkiem czekolady, muśnięty delikatnie lukrecją. Od zeszłego roku na Islandii możecie kupić również Limoncello Atlantico, gdzie sycylijskie cytryny bio spotykają się z islandzką przepyszną wodą. Tegoroczną nowością na rynku jest Grábrók Whisky, czyli szkocka whisky z domieszką czystej islandzkiej wody. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu flagowym produktem alkoholowym z Islandii był Brennivín, czyli ziemniaczana wódka z posmakiem kminku, ale umówmy się, nie znam wielu fanów tego napitku spoza Islandii, a nawet na wyspie jest adorowany głównie wśród starszego pokolenia i to tylko w czasie Þorrablót, dlatego nie wiem, czy jest sens kupowania butelki, która będzie jedynie wątpliwie zdobiła szybę w witrynie. 

Z pewnością nie wspomniałam o wszystkim, każdy ma również inne gusta, czy wrażliwość kubków smakowych. Mam nadzieję jednak, że ten artykuł będzie dla Was choć odrobinę przydatny. 🙂

2 komentarze Dodaj własny

  1. koza domowa pisze:

    Wychodzi na to, że oprócz sztokfisza (ktorego przywoziłam już z Norwegii), dżemu rabarbarowego oraz wafelków, przywiozłam z Islandii to, co powinnam. 🙌 Bardzo fajnie w roli upominków sprawdziła nam się sól z pyłem wulkanicznym, herbata z islandzkiego mchu i ogórkowy gin. No i czekolady (wygrywa ta z jednorożcem, choć jest taaaaak słodka, jak nic, co w życiu jadłam), kupiliśmy najróżniejsze smaki i marki, a najwięcej tych w pięknych kartonikach z pięknymi grafikami. 👌 PS można gdzieś znaleźć przepis na taki islandzki dżem z rabarbaru?ciekawi mnie bardzo… Kasia

    Polubienie

    1. vikingaland pisze:

      Cześć, dziękuję za komentarz! Generalnie tradycyjny przepis, z którym spotkałam się nie raz to 1 kg rabarbaru na 1 kg cukru 😉 Ale zęby bardzo bolą od słodkości. Tutaj 2 kg rabarbaru na 1 kg cukru. https://alberteldar.is/2019/05/29/rabarbarasulta/ szczypta soli i odrobina wody (2-3 łyżki).

      Polubienie

Odpowiedz na vikingaland Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s